e-Dziennikarstwo

Proces komunikowania to proces nieodwracalny. Raz wypowiedziane lub napisane słowa pozostają w pamięci innych, utrwalone na papierze czy też w Internecie. Nie jesteśmy w stanie ich wymazać.

O tym, czy w Internecie jesteśmy bezkarni i co możemy zrobić, gdy ktoś naruszy nasze dobra osobiste, mówi dr Jolanta Piwowar (na zdj.) z Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej, biegła sądowa w zakresie językoznawstwa i komunikacji społecznej.

- Internet zdobył znaczną przewagę nad mediami tradycyjnymi. Przemawia za tym szybkość i zasięg dodawanych informacji. Dziennikarz nie musi być zatrudniony w żadnej redakcji, a swoje teksty może publikować w zaciszu domowym. Czy nie jest tak, że dziennikarstwo na tym traci, a w wielu przypadkach brakuje tego, czego uczy się młodych dziennikarzy – rzetelności i staranności? (przykład – Nowy rodzaj dziennikarstwa w Internecie w „Bez wierszówki")

- Dziennikarz zobowiązany jest do przedstawiania omawianych spraw w sposób odpowiedzialny i zgodny z prawdą. Powtarzam swoim studentom, że muszą być dociekliwi, ale także muszą zachować rzetelność podczas zbierania i wykorzystywania materiałów. Powinni pracować na oryginalnych materiałach pozyskanych ze sprawdzonych źródeł. Jeśli nie są czegoś pewni, warto zasięgnąć opinii z innego źródła. Dziennikarz musi mieć pewność, że to, co publikuje jest prawdą.

- Pytam o to ponieważ wiele osób nie zdaje sobie sprawy, jakie konsekwencje mogą być wyciągnięte wobec nich za wypowiedziane lub napisane słowa. Czy jesteśmy anonimowi w Internecie?

- Absolutnie nie. Jeśli zostały naruszone czyjeś dobra osobiste, pojawiły się treści obraźliwe, np. w artykule, komentarzach pod artykułem czy nawet pod zdjęciem na portalu społecznościowym, można zgłosić sprawę na policję lub do prokuratury. Wówczas prokurator może wystąpić z pismem do operatora sieci i zażądać konkretnych informacji, tj. ustalenia adresu IP. Niejednokrotnie widziałam akta takich spraw. Gdy prokurator ma wątpliwości, czy dane zwroty są obraźliwe i naruszają czyjąś godność, może zwrócić się do biegłego o wydanie opinii w sprawie.

- Czy łatwo zatem określić jakie wyrazy są obraźliwe?

- Nie ma czegoś takiego jak rejestr słów obraźliwych. Ocena, czy nastąpiło naruszenie dóbr osobistych, nie może być dokonywana według miary indywidualnej wrażliwości osoby, która czuje się dotknięta zachowaniem innej osoby. Niezbędne wówczas jest ustalenie społecznych konotacji dotyczących analizowanego określenia lub wyrażenia. W Słupsku pewien pan poczuł się bardzo urażony tym, że urzędniczka nazwała go wampirem energetycznym. Określenie wampir energetyczny może być traktowane przez niektórych użytkowników języka jako określenie mające pozytywne konotacje. Osoba nazywana w ten sposób ma, co prawda, negatywny wpływ na samopoczucie innych ludzi w jej otoczeniu, lecz trzeba podkreślić również i to, że w niektórych środowiskach umiejętność taka (wysysanie energii) jest bardzo ceniona (a nawet pożądana), np. w środowiskach korporacyjnych ‒ jeśli menadżer potrafi maksymalnie wykorzystać („wyssać") umiejętności, predyspozycje, energię i zaangażowanie pracowników, to w dużym stopniu przyczynia się on do generowania zysków w firmie.

- Z jakimi sprawami ma Pani do czynienia?

- Wiele z nich dotyczy plagiatów oraz ustalania autorstwa wpisów w Internecie.

- Komentarze, które pojawiają się pod artykułami, często są bardzo złośliwe...

- Wydaje mi się, że my, Polacy, mamy w swojej naturze pewną charakterystyczną cechę – jesteśmy malkontentami i reprezentujemy tzw. kulturę narzekania – jesteśmy wiecznie niezadowoleni. Takie komentarze często wpisują frustraci - osoby, którym w życiu się nie powiodło i w ten sposób wyrażają swoje niezadowolenie. Występuje taka zależność, że im ktoś jest bardziej sfrustrowany, tym mocniejszych określeń używa.

- Odwagi dodaje też ta pozorna anonimowość i możliwość wielokrotnego komentowania pod różnymi nickami.

- Można sprawdzić, czy komentarze wysyłane były z jednego komputera. Ale... W Radomiu toczyła się sprawa dotycząca zniesławienia posła. Po ustaleniu adresu IP okazało się, że komputer, z którego dokonywane były wpisy, znajdował się w biurze poselskim i był ogólnodostępny – niezabezpieczony żadnym hasłem i każdy mógł z niego skorzystać. W podobnych sprawach oskarżeni często tłumaczą się, że z ich komputera może korzystać każdy, np. koleżanka, która chciała zajrzeć na swoje konto na Facebooku. Wówczas prokuratura ma twardy orzech do zgryzienia. W tej sytuacji trudniej jest ustalić sprawcę, ale jest to możliwe.

- W jaki sposób?

- Sąd lub prokuratura może zlecić ustalenie autorstwa tekstu. Każdy z nas reprezentuje swój odrębny styl, czyli idiolekt . Są metody umożliwiające rozstrzygnięcie, czy autorem wpisów jest jedna osoba. Wskazuje na to frazeologia, leksyka, interpunkcja, a przede wszystkim typy popełnianych błędów. Możemy naśladować styl innego autora, ale bez specjalnego przygotowania jest to dość trudne. Często tym, co zdradza autora tekstu, są błędy, które nieświadomie popełnia. W pracy biegłego wykorzystywane są również nowoczesne metody i programy, np. porównujące długość zdań, powtarzających się liter czy frekwencja poszczególnych wyrazów. Ciekawostką jest, że badacze zajmujący się literaturą mogą bez problemu zidentyfikować np. autora powieści, a nawet określić w jakiej epoce dane dzieło powstawało. Ma to związek z tym, że język ewoluuje i odzwierciedla w danym czasie różne aspekty życia społecznego.

- Czy komentuje Pani informacje pojawiające się w Internecie?

- Nie. Ale lubię czytać komentarze innych. Musimy mieć świadomość, że proces komunikowania jest procesem nieodwracalnym. Raz wypowiedziane lub napisane słowa pozostają w pamięci na długo, czasem na zawsze. Nie można ich cofnąć ani wymazać. Dlatego należy bardzo rozważnie i w sposób odpowiedzialny redagować to, co chcemy przekazać.

syla

w kategorii